Home Podróże po świecieEuropa Gruzja samochodem – jak to wygląda w praktyce?

Gruzja samochodem – jak to wygląda w praktyce?

by Sergiusz

To był pierwszy tak daleki wyjazd z dzieckiem. A że dobrze znamy wschodnie realia, zdecydowaliśmy się, że Gruzja zwiedzana samochodem to najlepsze rozwiązanie.

Gruzja samochodem czy transportem publicznym – kiedy jechaliśmy na Kaukaz po raz pierwszy z małym dzieckiem nie mieliśmy wątpliwości. Żeby zwiedzać sprawnie i intensywnie musimy zdecydować się na to pierwsze rozwiązanie.

Gdy jeszcze dziecka nie było na świecie, środek transportu nie miał takiego znaczenia. Z jednym plecakiem można było przemierzyć całą Rosję (to Magda), albo włóczyć się autostopem po bezdrożach Egiptu (to ja…). Gdy pojawił się nasz syn, wszystko się zmieniło. Jego torba z ubrankami, słoiczkami, pieluszkami była cięższa od naszych bagaży. Teoretycznie mogliśmy zaryzykować, polecieć do Gruzji i na miejscu poruszać się pociągami (są bardzo powolne, z Kutaisi do Tbilisi jedzie się ponad 4 godziny, a to tylko ponad 200 kilometrów), albo napakowanymi ludźmi i dobytkiem „marszrutkami”. Ale nie byliśmy gotowi na to, by małemu dziecku fundować takie przygody i jazdę w nieznane bez fotelika, czy możliwości zatrzymania się, gdy mały będzie miał ochotę na przerwę albo będzie pora karmienia.

gruzja samochodem blog podróżniczy
Gdy przychodziła pora karmienia po prostu otwieraliśmy restaurację na tylnych fotelach.

Trochę się obawialiśmy czy Gruzja przemierzana samochodem będzie dobrym pomysłem na rodzinny wyjazd, bo to jeden z tych krajów, które się kocha od pierwszego wejrzenia albo szczerze nienawidzi. Połowa naszych znajomych mówiła nam przed wyjazdem: „To cudowne, fantastyczne miejsce pełne mądrych, wspaniałych ludzi i bajecznych krajobrazów”. Druga połowa: “To niebezpieczne miejsce, kierowcy są okropni a drogi fatalne”. Rozważyliśmy za i przeciw i podjęliśmy decyzję. Jeśli Gruzja pierwszy raz i to z małym dzieckiem – jedziemy samochodem.

Rozwiązanie było na szczęście proste: przez internet znaleźliśmy najpopularniejszą w Gruzji wypożyczalnię samochodów Geo Rent Car, zamówiliśmy auto i po przylocie czekała na nas na lotnisku złota Honda CR-V z fotelikiem dla dziecka (musieliśmy zamówić go dodatkowo).

Nasze pierwsze wrażenie po wyjściu z terminala lotniczego w Kutaisi? – Ależ tu mają wypasione bryki! Na parkingu stały mercedesy, BMW, oraz wszelkiego rodzaju terenówki i SUV-y najlepszych marek. Potem dowiemy się, że samochód dla Gruzina, to prestiż. Można mieszkać tu w domku przypominającym puszkę sardynek, można ubierać się w skórzane kurtki pamiętające lata osiemdziesiąte, ale auto musi być na błysk. To kwestia honoru! Gdy to zrozumiałem, odetchnąłem z ulgą, że zamówiliśmy pięknego SUV-a, który na ulicach budzi należny respekt. A przed wyjazdem zastanawiałem się, czy terenowa Honda CR-V, to nie przesada…

O tym, że terenówka była właściwym wyborem, przekonaliśmy się od razu po wyjeździe z lotniska. Samochód z automatyczną skrzynią biegów był całkiem zrywny, świetnie trzymał się szosy, a przede wszystkim bez większych problemów pokonywał wielkie dziury i fragmenty zerwanego asfaltu, które na gruzińskich drogach są normą.

gruzja samochodem blog podróżniczy
Bez auta nie dojechalibyśmy do wielu trudno dostępnych miejsc, jak monastyr Dżwari.

Bo o ile samochody Gruzini mają wystrzałowe, to drogi, podobnie jak ich skórzane kurtki, przypominają to, co mieliśmy w Polsce a latach 80-tych. A sami domyślacie się, co to oznacza… Poza tym kierowcy w Gruzji faktycznie prowadzą, hmmmm… nieszablonowo. Brak pasów oddzielających jezdnie w dwóch kierunkach daje nieograniczone możliwości wyprzedzania: na drugiego, trzeciego czy czwartego. Normą jest także niezatrzymywanie się przed pasami. Ja pierwszego dnia zwalniałem chcąc przepuścić pieszych, i zostałem solidnie obtrąbiony przez wściekle omijające mnie samochody.

Dzięki temu, że mieliśmy do dyspozycji samochód terenowy, Gruzja stała się dla nas dostępna i mogliśmy zrealizować kilka szalonych pomysłów, takich jak jednodniowy wypad z wiosennego Tbilisi do dawnej stolicy – Mcchety i położonego na wysokiej skale monastyru Dżwari, który przerodził się w dość karkołomny pomysł wyprawy Gruzińską Drogą Wojenną w ośnieżone góry i zobaczenia z bliska legendarnego Kazbeku – pięciotysięcznika w masywie Wielkiego Kaukazu, do którego ponoć greccy bogowie przybili tytana Prometeusza karząc go za podarowanie ludziom ognia.

Następnego dnia zapakowaliśmy wszystkie nasze bagaże i wielki wózek dziecięcy do obszernego i pojemnego bagażnika i wyruszyliśmy w ponad czterystukilometrową trasę do Batumi. Ostatnia godzina drogi prowadzi malowniczo, tuż nad Morzem Czarnym. Tu naprawdę wygląda czasem, jak na francuskiej Riwierze.

gruzja samochodem blog podróżniczy
Dojechaliśmy do Batumi! Z daleka już widać wieżowce.

Batumi, stolica autonomicznej republiki Adżarii, to połączenie Las Vegas (wszędzie buduje się nowoczesne, architektonicznie niezwykle pomysłowe hotele i kasyna), warszawskiej Pragi (podobna zabudowa i klimat) i Nowego Jorku (siatka naprzemiennych ulic jednokierunkowych). I tak jak w Ameryce, byłoby nam bardzo trudno zrealizować wszystkie nasze plany bez samochodu. Wypady do kurortów położonych przy samej tureckiej granicy, antycznej twierdzy Gonio (to tu wylądował Jazon z Argonautami, by wykraść władcy Kolchidy Złote Runo), czy do rewelacyjnego i wielkiego ogrodu botanicznego, położonego 10 kilometrów od centrum miasta, udały nam się tylko dzięki temu, że byliśmy „mobilni”. Wjechaliśmy też krętymi drogami w nadbrzeżne góry Małego Kaukazu, by zobaczyć słynne dwunastowieczne kamienne Mosty Królowej Tamar i zjeść pyszny regionalny obiad w jednej z winnic na zielonych wzgórzach.

W ciągu tygodnia przejechaliśmy ponad tysiąc kilometrów. Całe szczęście, że benzyna w Gruzji jest o 1/3 tańsza niż w Polsce 🙂

Ostatniego dnia mieliśmy w planie tylko śmignięcie z Batumi na lotnisko w Kutaisi – 140 km. Ale okazało się, że mamy jeszcze trzy godziny do odprawy, więc podjechaliśmy do pięknego monastyru Gelati, a potem na herbatę (to ja), kieliszek wina (Magda) i ostatnie adżarskie chaczapuri (przepis przywieziony z Gruzji znajdziesz TUTAJ), w ogródku kawiarni przy głównym placu w Kutaisi.

GRUZJA SAMOCHODEM W PRAKTYCE

Dla kogo – wypożyczenie auta w Gruzji jest idealne dla rodziców z małym dzieckiem, ale także dla większej rodziny czy grupy przyjaciół. Komfortowo dojeżdża się do ważnych zabytków, które najczęściej są poza głównymi szlakami albo na górskich drogach bez dojazdu regularną komunikacją.

Komfort – nasz samochód był bardzo pakowny. Woziliśmy ze sobą bagaże swoje i dziecka, spory wózek, podręczną torbę z pieluszkami i jedzeniem. A jeszcze spokojnie mogliśmy dziecko karmić i przewijać na tylnym fotelu.

Cena – To największy minus, bo taniej oczywiście byłoby poruszać się pociągami i marszrutkami. Koszt wynajmu samochodu to kilkadziesiąt dolarów dziennie, w zależności od modelu (SUV-y, takie jak nasz, kosztują ok. 80 dolarów). Do tego dodatkowo za transport samochodu na lotnisko i z lotniska zapłaciliśmy 150 dolarów (odbiór w centrali firmy, w Tbilisi jest darmowy, a można dojechać tam np. pociągiem – my zrezygnowaliśmy z tej opcji, bo nie chcieliśmy dodatkowo męczyć dziecka po pierwszej podróży samolotem, a do Gruzji przyjeżdżaliśmy w nocy).

Zwiedzanie – bez auta na pewno nie zobaczylibyśmy w Gruzji tak wiele, podróżując z małym dzieckiem. Tylko dzięki własnemu samochodowi mogliśmy dotrzeć w najdalsze miejsca – do górskich monastyrów i na bezdroża Kaukazu. Na północy pod samą granicę z Rosją, a w Adżarii – z Turcją. Bez auta, na każdym, nawet najkrótszym etapie podróży, musielibyśmy płacić za taksówki, bo często tylko one docierają do kościółków ukrytych głęboko w górach, z dala od ludzi. Z maleńkim dzieckiem i toną bagaży nie było też najmniejszych szans na oszczędniejszą podróż wypchaną ludźmi marszrutką. Dopiero kiedy Chruczek będzie starszy, będziemy mogli o tym pomyśleć.

Jak my to dokładnie zrobiliśmy – zdecydowaliśmy się na wypożyczenie Hondy CR-V (z uwagi na stan dróg i to, że kraj jest górzysty, a także duuuużą pojemność bagażnika) w wypożyczalni Geo Rent Car z Tbilisi. Za dodatkową opłatą zamocowano w aucie fotelik dla dziecka i dostarczono nam samochód na lotnisko w Kutaisi, więc nie musieliśmy jechać po nie do stolicy. Także na lotnisku oddaliśmy samochód pod koniec podróży.

Stwierdziliśmy, że nie jest to najtańsze, ale na pewno najbardziej komfortowe rozwiązanie dla podróżującej rodziny. Daj znać w komentarzach o swoich doświadczeniach podczas jazdy samochodem po Gruzji.

Przeczytaj inne nasze wpisy z Gruzji na blogu Keep Calm and Travel. Albo wypróbuj przepis na pyszne adżarskie chaczapuri, który przywieźliśmy z naszej podróży.

Related Articles

12 komentarzy

Wyprawa Mama 26 marca 2014 - 13:47

Aż bym spakowała od ręki towarzystwo i pojechała (co nie jest typowym dla mnie pomysłem 😉 ) Niby o plusach wypożyczenia auta piszecie i zwiedzania Gruzji na 4 kółkach, ale tchnie z całości tak ciepła atmosfera, że aż się chce 😉

Reply
Dziecko w drodze 26 marca 2014 - 14:14

No bo Gruzja to naprawdę fajny kraj. Dawno nas tak nie zachwyciło żadne miejsce na świecie. Faktycznie było super, zwłaszcza z dzieckiem, które wywoływało rewelacyjnie ciepłe reakcje 🙂

Reply
witold 12 maja 2014 - 13:38

Moi przyjaciele wynajęliśmy samochód od firmy naniko. Podobał się serwisem.

Reply
Tola 16 września 2014 - 13:54

Wyprawa samochodem do Gruzji to musi być niesamowite przeżycie, szczególnie, że nie jest się uzależnionym od transportu innych. Zwiedzić Kachetię i parę innych miejsc to jest to co trzeba obejrzeć. A wieczorem posmakować gruzińskiej kuchni i spróbować niesamowitego wina! Jeżeli mieliście przyjemność wnieść toast w stylu gruzińskim to naprawdę, wyjazd warto zaliczyć do udanych 🙂

Reply
Celina 6 lutego 2015 - 13:29

Brawo!!! Jak słyszę od znajomych, że z małym dzieckiem się nie da, to śmiać mi się chce. Wszystko się da, jak widać. Ciekawie się czyta waszą relację i gratuluję, bo rośnie wam naprawdę wytrawny podróżnik. My również podróżowaliśmy po Gruzji, co prawda bez dzieci, bo one są dorosłe i podróżują same, ale tak bardzo zakochaliśmy się w tym kraju, że kupiliśmy dom w Sighnaghi i będziemy mieli pokoje dla turystów. Zaprzyjaźniliśmy się z gruzińskimi rodzinami i spełniamy teraz nasze marzenia. Gdybyście jeszcze kiedyś zabłądzili do tego pięknego kraju, to zapraszamy do nas.

Reply
sergiusz 6 lutego 2015 - 16:13

Świetnie! Z ogromną przyjemnością. Doskonały pomysł!

Reply
Asia 28 kwietnia 2019 - 12:21

Witam, w jakiej miejscowości pokoje do wynajęcia?

Reply
otec 7 lutego 2016 - 19:17

witam, chciałem zapytać a jak w gruzji temperatura w maju, czy warto w tym miesiącu pojechać??

Reply
magda 7 lutego 2016 - 20:47

Jak najbardziej warto, maj w Gruzji jest cudowny, jest cieplej i pogodniej niż u nas, ok. 20-26 stopni, ale pogoda jest zróżnicowana – w górach chłodniej, a na wybrzeżu Morza Czarnego – cieplej. W każdym razie niezależnie od tego, gdzie się wybieracie – gruzińska dusza i gościnność sprawią, że będzie na pewno gorąco 😉

Reply
otec 7 lutego 2016 - 21:04

dzięki za info. jedziemy tam we trójka samochodem przez turcję, w gruzji zamierzamy spędzić 2-3 tygodnie. jeszcze pytanie jak tam z rozbiciem namiotu? można wszędzie? a ty kiedy byłaś w gruzji jeżeli można zapytać? dziękuje

Reply
Marek 22 kwietnia 2017 - 20:26

Witam
Mam pytanie – wiem że drogi w Gruzji są kiepskie.
Na jaką przeciętną szybkość można liczyć (bez szaleństw, oczywiście).
Czy jest realne np. założenie bazy w pobliżu Tbilisi i jednego dnia pojechanie do Vardzi i z powrotem (2x210km), drugiego do David Gorei Monasteri i z powrotem, trzeciego do Kutaisi i z powrotem (2×230 km), czwartego na Drogę Wojenną i nocą z powrotem (2x150km)?
Czy też to będzie szaleństwo i lepiej spać w tych miejscach (na zasadzie “każdego dnia gdzie indziej”)?

Reply
sergiusz 23 kwietnia 2017 - 11:30

Robiliśmy takie trasy z dzieckiem. Ale chyba w ten sposób odbieramy sobie 3/4 przyjemności z Gruzji. Droga wojenna tam i z powrotem ma sens, bo nie za bardzo jest gdzie mieszkać (może Gori?). Ale resztę zrobiłbym na zasadzie przejzad popołudniowy – fajna kolacja w miejscowej knajpce – nocleg – zwiedzanie – przejazd.
Jesteśmy świeżo po jeżdżeniu po Armenii, więc z tej perspektywy gruzińskie drogi nie są złe, choć kultura kierowców dużo gorsza. Ale jak wszędzie na Kaukazie Południowym prowadzenie wymaga skupienia i uwagi, bo drogi są kiepsko oznakowane i potwornie dziurawe. Po poboczach chodzą krowy, kury i świnie. No i bardzo polecam wypożyczenie terenówki. Bez tego będzie jeszcze trudniej. Trochę więcej mówię o tym tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=Bx6xvOihQCo&t=24s

Reply

Leave a Comment