Home Podróże po świecie Koloseum z dziećmi – fakty i mity

Koloseum z dziećmi – fakty i mity

by Sergiusz Pinkwart

Można być w Rzymie i nie widzieć papieża, ale nie zobaczyć Koloseum się po prostu nie da. Dla naszego 9-letniego syna to był najciekawszy element zwiedzania Wiecznego Miasta – a to chyba najlepsza rekomendacja.

Może nie byłoby tego wielkiego „wow!”, gdyby nie cała popkultura. Charakterystyczny owal Koloseum zna każdy, kto oglądał jakikolwiek film, czy choćby komiks, którego fabuła toczy się w Rzymie. Uwieczniony na milionach fotografii, pocztówkach, koszulkach, czy bluzach jest natychmiast rozpoznawalny i kojarzony ze stolicą Włoch, a właściwie Imperium Romanum. Narosło wokół niego mnóstwo mitów i legend. Sporo jest też „zmyłek” – choćby sama nazwa, której antyczni Rzymianie nie znali – oni nazywali Koloseum po prostu „amfiteatrem Flawiuszy”, od cesarskiej dynastii, która ufundowała ten budynek przypominający nowoczesny stadion piłkarski. Kolosem był bez wątpienia stojący nieopodal pomnik cesarza Nerona, jako wcielenie boskiego Apolla. Kolosa nie ma, ale Koloseum – stoi, choć mało brakowało, a rozebrano by je doszczętnie. Przez dobre tysiąc lat służyło jako poręczny kamieniołom dla okolicznych mieszkańców i chyba tylko mocnemu spadkowi populacji miasta, które po upadku cesarstwa stało się zwykłym, mocno prowincjonalnym miasteczkiem, zawdzięczamy to, że choć w połowie rozszabrowane, wciąż stoi i zdumiewa swoim ogromem.

koloseum

Jak stoi, to wchodzimy.

Bilety kupuje się tylko przez internet na stronie Parco Archeologico del Colosseo. Ale i tak przed Koloseum grasują dziesiątki “koników” oferujących nieprzezornym turystom odsprzedaż biletów. Przechodzimy przez powszechne przy wejściach do zabytków “lotniskowe” bramki i wchodzimy przez jedno z 80 wejść wiodących na najsłynniejszą arenę antycznego świata. Wrażenie mam podobne, jak przy wejściu na słynny stadion Liverpoolu w dzielnicy Anfield. Tłum wokół nas (w Koloseum nawet poza sezonem trzeba się nastawić na tłok) pozwala jeszcze lepiej uzmysłowić sobie jak to wyglądało prawie dwa tysiące lat temu, gdy na igrzyska przychodziło tu 60-80 tysięcy widzów (trudno o precyzyjne dane, bo liczne trzęsienia ziemi i szabrownicy bezpowrotnie zniszczyli większość trybun). Przez ciemne, kamienne przejście wchodzimy na galerię i nagle stajemy w rozmodlonym tłumie, śpiewającym jakąś pobożną pieśń po hiszpańsku. Nad nami wznosi się ogromny krzyż.

koloseum

No tak… Choć opowieść o tysiącach chrześcijan zamęczonych na arenie Koloseum to mocno wyolbrzymiona legenda, ale może dzięki niej w 1744 roku zaprzestano rabowania cegieł z ruin dawnego amfiteatru Flawiuszy, a biskupi Rzymu (czyli – papieże) wzięli pod opiekę ten gigantyczny, nieformalny kamieniołom, postawili krzyż upamiętniający pierwszych męczenników, a w Wielki Piątek odbywa się tu celebrowana przez papieża Droga Krzyżowa. Wbrew też naszym polskim wyobrażeniom, to nie w Koloseum Henryk Sienkiewicz umiejscowił finałową scenę walki Ursusa z bykiem, do którego przywiązano nagą Ligię (to naprawdę lektura w podstawówce???). Szaleństwa Nerona urzeczywistniano w miejscu, w którym stoi dziś Bazylika Św. Piotra, na szczycie Wzgórza Watykańskiego. Amfiteatr Flawiuszy zaczęto budować dwa lata po samobójczej śmierci tego najbardziej niesławnego z rzymskich cesarzy.

Czy chrześcijanie rzeczywiście ginęli tu na arenie?

koloseum

Na pewno. Choć egzekucje skazańców przeprowadzano raczej okazjonalnie, pomiędzy właściwymi zmaganiami gladiatorów. I na pewno nie po to zbudowano Koloseum, by rzucać tu chrześcijan lwom na pożarcie. Już więcej historycznej prawdy jest w „Gladiatorze” Ridleya Scotta. W sto lat po Neronie Rzymianie doczekali się cesarza, który był jeszcze większym wariatem niż niesławny cesarz-poeta. Kommodus (w filmie grany przez genialnego Joaquina Phoenixa) lubił w Koloseum walczyć z gladiatorami, choć wcześniej dbał o to, by nie była to walka równa. Jeden z gladiatorów w końcu go zabił, choć raczej nie na arenie, tylko w pałacowej łaźni. 

Tłum niesie nas kamienną galerią w lewo. Mijamy toalety w mało „antycznych” kontenerach i dochodzimy do wysokich schodów. Patrzę z niepokojem na naszą czterolatkę, która akurat ma etap „chcę na rączki do tatusia” i razem z grupą starszych, czerstwych Amerykanów, stajemy w kolejce do windy. Windy są na szczęście dwie. bardzo szybkie i przestronne. Wiozą nas błyskawicznie na piętro. I tu możemy obejść niemal cały owal wewnętrznych trybun. Niemal – bo niestety zniszczenia przez dwa tysiące lat są nieodwracalne. Ale i tak, to co pozostało, imponuje i pobudza wyobraźnię. Rozglądamy się zarówno na stronę areny, jak i na drugą. Przez wielkie okna widać porośnięte piniami wzgórza – choć przecież jesteśmy w sercu miasta. Godne podziwu są też obszerne klatki schodowe. Ponoć dzięki zmyślnemu systemowi przejść, można było opuścić budynek Koloseum w 5-6 minut. Ale tylko pierwsze dwie z czterech kondygnacji. To były najdroższe miejsca dla patrycjuszy i cesarskich faworytów. Plebs siedzący wyżej, dalej od areny, musiał poczekać na swoją kolej.

koloseum

Areny od dawna już nie ma – i to chyba największe rozczarowanie tych, którzy marzyliby o kadrach rodem z „Gladiatora”. Polecam im andaluzyjską Rondę i arenę do walki byków. Wygląda z grubsza tak samo jak na filmie Ridleya Scotta. To co widzimy z góry w Koloseum to wyglądający jak przekrój archeologicznych wykopalisk podskórny system wielkiego cyrku, jakim był przecież Amfiteatr Flawiuszy. Zapadnie, pomieszczenia dla egzotycznych zwierząt, cele gladiatorów, łaźnie i pomieszczenia straży. Wszystko widać jak na dłoni.

Gdy unosimy wzrok ponad podziemne kondygnacje, widzimy niekończące się kamienne stopnie. To trybuny, przypominające współczesny stadion piłkarski, albo greckie teatry. Tylko że Koloseum to amfiteatr, bo trybuny oplatają całą estradę. No i nie wybudowano go na naturalnym wzgórzu, tylko sam jest wielką górą cegieł.

koloseum

Kierunek zwiedzania z prawej w lewo doprowadza nas do ogromnej klatki schodowej. Po wielkich stopniach schodzimy w dół, by jeszcze raz podejść do krzyża, a stamtąd już prostą drogą do muzealnego sklepiku, przez który trzeba przejść kierując się do wyjścia.

Wychodzimy wprost na bramę prowadzącą do Forum Romanum – na najsłynniejszą rzymską agorę. Forum Romanum dwa tysiące lat temu było połączeniem zakopiańskich Krupówek z krakowskim Rynkiem i warszawskim Krakowskim Przedmieściem. Dzieci są już bardzo zmęczone, ale rzut okiem ze wzgórza Palatyn na forum jest tak ikoniczny, że po prostu musimy ostatnim wysiłkiem wdrapać się na górę to zobaczyć.

I potwierdzamy – naprawdę warto!

koloseum

Bilety do Koloseum połączone z Forum Romanum można kupić na oficjalnej stronie Parco Archeologico del Colosseo. Full rate € 16.00; Reduced fare € 2.00. Więcej opcji na stronie. W pierwszą niedzielę miesiąca wstęp wolny, ale trzeba się liczyć z tym, że tłok wtedy jest największy.

Related Articles

Leave a Comment