Home POLSKAPodróże po Polsce Turki, ogień i konie, czyli najciekawsze obrzędy wielkanocne w Polsce

Turki, ogień i konie, czyli najciekawsze obrzędy wielkanocne w Polsce

by Magda

Co roku na Wielkanoc ruszamy w Polskę. Bo obrzędy wielkanocne, które zachowały się w naszym kraju, są niezwykłe, barwne, warte poznania i pokazania dzieciom. Zanim zupełnie znikną.

Gdy nadchodzi Wielkanoc, święconkę, sałatkę jarzynową i dzieci pakujemy do samochodu i ruszamy w Polskę by poznawać najciekawsze obrzędy wielkanocne. Naszym celem w Wielką Sobotę i Niedzielę jest Sandomierz. To piękne historyczne miasto jest dokładnie w centrum celebrowanych do dziś obrzędów ludowych, sięgających nawet XVII wieku.

Wielka Sobota – rezurekcja z ogniem w Koprzywnicy

W Wielką Sobotę wieczorem ruszamy na południowy zachód do odległej od Sandomierza o kilkanaście kilometrów Koprzywnicy. W tym niewielkim miasteczku z przeprawą promową przez Wisłę już w XIII wieku powstało Opactwo Cystersów. Do dziś możemy tu oglądać jego mury (niestety, opuszczone i niedostępne dla zwiedzających) a także kościół z bardzo okazałą sygnaturką. Sygnaturka to mała wieża kościelna, zazwyczaj na skrzyżowaniu transeptu i nawy, w której umieszczano najmniejszy z dzwonów. A w kościołach cysterskich nie mogło być wież dzwonniczych, dozwolona była tylko sygnaturka. Barok z owym przepisem obszedł się w sobie właściwy sposób i koprzywnicka sygnaturka z XVII wieku jest większa i bardziej fantazyjna niż niejedna wieża.

Łyk nafty, wyskok w górę i efektowny słup ognia. Rezurekcja w Koprzywnicy.

Ale w Koprzywnicy jesteśmy dlatego, że tu, w jedynym miejscu w Polsce, odbywają się jedyna takie w Polsce obrzędy wielkanocne – cicha procesja rezurekcyjna z niebywałym spektaklem. Zwyczaj “bziuków” pochodzi z czasów zaborów, kiedy władze nie pozwalały cieszyć się głośno ze Zmartwychwstania. Ale Polak potrafi obejść każdy ukaz zaborcy i dlatego – choć bezgłośnie – świętowano tu Rezurekcję bardzo efektownie. Na czele procesji idą bowiem czterej strażacy z płonącą pochodnią i butelką nafty w dłoni. Co kilka kroków wyskakują w górę i wypuszczają wysoki nawet na kilka metrów słup ognia. Po trzech okrążeniach kościoła są od tej nafty ledwo przytomni, dobrze, że chodzą za nimi strażacy z kocami azbestowymi – na wszelki wypadek. Spektakl jest niesamowity i niespotykany, dlatego warto zobaczyć go choć raz.

Niezwykłe obrzędy wielkanocne – procesja rezurekcyjna z ogniem, Koprzywnica.

Niedziela Wielkanocna – musztra i taniec z szablami

Niedzielę rozpoczynamy w pięknej historycznej miejscowości między Sandomierzem i Stalową Wolą – Radomyślu nad Sanem. To 20 kilometrów jazdy z Sandomierza na wschód. Tu o 6 rano msza rezurekcyjna rozpoczyna się procesją wokół kościoła. Za Najświętszym Sakramentem niesionym przez wieloletniego Proboszcza – nieocenionego ks. harcmistrza Józefa Turonia – kroczy najprawdziwsza… armia turecka. Skąd się tu wzięli? Ano, wiosną po Odsieczy Wiedeńskiej 1683 roku mieszkańcy tutejszych ziem wracali z pola bitwy. Do swoich miejscowości doszli dopiero na Wielkanoc. Mieli na sobie zdobyczne tureckie mundury, zakrzywione szable i kolorowe szarawary. Chcieli błysnąć przed sąsiadami i pokazać się dziewczętom. Ale miejscowi na ich widok w popłochu krzycząc: “Turki idą!”, uciekli. Wszyscy, nawet ci, którzy wedle dawnego obyczaju trzymali wielkanocną straż grobową w kościołach. No i “turki”, tak jak przyszły, stanęły przy Grobie Bożym. I są w tych rejonach do dziś.

A wiec w procesji rezurekcyjnej idą umundurowane chłopaki z lokalnego Grona Młodzieży Radomyskiej: basza, turki z szablami i dochtory – psotnicy w spiczastych czapach z kolorowymi ogonami. Kiedy monstrancja pojawia się na horyzoncie, orkiestra dęta zaczyna grać niesamowicie energetycznie. I to jest prawdziwa radość ze Zmartwychwstania. Po mszy przed kościołem turki maszerują, a dochtory porywają do tańca panny i dzieci. Potem, wraz z grającą marsza orkiestrą ruszają od gospodarstwa do gospodarstwa. Ten kolorowy marsz przez Dolinę Sanu jest naprawdę niezwykle malowniczy i poruszający. A basza składa gospodarzom niezwykle skomplikowane i wesołe wierszowane życzenia zakończone radosnym: “Wesołego Alleluja i niech Wam, się huśtawka buja!”.

obrzędy wielkanocne polska, radomyśl nad sanem
Basza składa życzenia: Wesołego Alleluja i niech Wam, się huśtawka buja!

Po rezurekcji w Radomyślu jedziemy do pobliskich Zaleszan, gdzie turki są bardziej poważne, mają umundurowanie wojskowe i bardzo serio podchodzą do swojej musztry. Najbardziej efektowna jest parada po głównej ulicy przed kościołem po mszy. Stamtąd szybko ruszamy do niedalekiej Woli Rzeczyckiej, żeby zdążyć na taniec  z szablami, który z kolei można oglądać przed mszą. Przez całą wieś defiluje orkiestra dęta, a przed nią tańczą basza i “koguty” – czterech młodzieńców w spiczastych, kwietnych czapach, którzy podczas podskoków fechtują szablami, a jak czasem pociągną ostrzem po asfalcie, to aż iskry idą!

Potem puszczamy się dalej w stronę Leżajska i Łańcuta. Na Podkarpaciu w Wielkanoc w każdej niemal wsi spotykamy piękne, barwne oddziały tureckie tworzące zachwycające i bardzo czasem skomplikowane musztry. Najciekawsze są w Gniewczynie Łańcuckiej, Grodzisku Dolnym, Pruchniku i Majdanie Zbydniowskim.

Poniedziałek. Dziady i konie

W poniedziałek wielkanocny trzeba ruszyć do Małopolski, by zobaczyć związane z tym dniem najciekawsze obrzędy wielkanocne. W Dobrej – wsi między Mszaną Dolną a Limanową w Beskidzie Wyspowym w Lany Poniedziałek możemy spotkać Dziady Śmiguśne. To miejscowi kawalerowie, którzy twarze ukryte mają za futrzanymi maskami lub pończochami. Nie odzywają się, wydają tylko pomruki, trąbią na blaszanym rożku. I polewają zmierzających do kościoła z gigantycznych sikawek. Legenda głosi, że przed wiekami do wioski przybyli jeńcy z niewoli tatarskiej, z obciętymi językami, w łachmanach, otuleni słomą. Mieszkańcy pomogli im, a na pamiątkę tego wydarzenia wieś nazywa się Dobra. Zwyczaj jest uroczy, dziady przyjazne, tyle że za każdym razem po wizycie w Dobrej musimy sprzątać samochód, w którym w różne dziwne miejsca zaprzyjaźnione “słomiaki” wkładają nam wiechcie słomy. Trochę bardziej współczesne i agresywne dziady (i tych nie polecamy rodzinom z dziećmi) spotkamy w Wiśniowej.

My zmierzamy do Wieliczki, gdzie spotkamy Siuda Babę – pomazaną sadzą lednicką kapłankę ognia, która po roku służby szuka swoich następczyń. A potem do wsi Pietrowice Wielkie niedaleko Raciborza. Tam na Wielkanoc wciąż jest kultywowana naprawdę imponująca tradycja. Parada Stu Koni, czyli niezwykłe widowisko, podczas którego ksiądz dobrodziej z klerykami i wszystkimi gospodarzami w paradzie konnej objeżdżają wszystkie dobra, błogosławiąc ziemi i inwentarzowi. Ten niezwykły zwyczaj wywodzi się ze średniowiecza, a najbardziej rozpowszechniony jest w Tyrolu i Szwajcarii.
Parada Stu Koni.

Dalej zmierzamy do Wieliczki, gdzie spotkamy Siuda Babę – pomazaną sadzą lednicką kapłankę ognia, która po roku służby szuka swoich następczyń. A potem do wsi Pietrowice Wielkie niedaleko Raciborza. Tam na Wielkanoc wciąż jest kultywowana naprawdę imponująca tradycja. Parada Stu Koni, czyli niezwykłe widowisko, podczas którego ksiądz dobrodziej z klerykami i wszystkimi gospodarzami w paradzie konnej objeżdżają ziemskie dobra, błogosławiąc ziemi i inwentarzowi. Ten niezwykły zwyczaj wywodzi się ze średniowiecza, a najbardziej rozpowszechniony jest w Tyrolu i Szwajcarii.

wielkanoc obrzędy
Sergiusz, Wili i Turki podczas jednej z naszych podróży wielkanocnych.

Related Articles

Leave a Comment