Home Poradnik Do Afryki z dzieckiem – co zdecydowaliśmy kiedy nasz syn był malutki?

Do Afryki z dzieckiem – co zdecydowaliśmy kiedy nasz syn był malutki?

by Magda

Czarna Afryka, słońce palmy, egzotyka – po prostu wymarzone wakacje. A jednak jakoś nas to nie cieszy. Wszystko dlatego, że nie pojechaliśmy do Afryki z dzieckiem.

Długo zastanawialiśmy się czy pojechać do Czarnej Afryki z dzieckiem. Jeśli też masz wątpliwości – opowiem ci o moich odczuciach, być może to pomoże ci podjąć decyzję.

Po długim namyśle po raz pierwszy wyjechaliśmy oboje bez naszego synka. Gambia to wspaniały kraj. Ale zamiast się nim cieszyć przez pół wyjazdu zamęczałam Sergiusza pytaniami: „Czy myślisz, że z Chruczkiem wszystko w porządku”, „Jesteś pewny, że on za nami nie tęskni?”. Jeśli coś mnie zachwycało, sekundę potem przychodziła myśl: „Szkoda, że go tu z nami nie ma”… Mało tego, pierwszej nocy w apartamencie w hotelu, z pięknym widokiem na ocean, obudziłam się nad ranem, z pytaniem: „Gdzie jest Chruczuś?!”. Była to nasza pierwsza od długich tygodni całkowicie przespana noc. A jednak wcale nie czułam się szczęśliwa. Żałowałam, że jednak nie pojechaliśmy do Afryki z dzieckiem.

Sergiusz cierpliwie tłumaczył, że synek nie zniósłby najlepiej dziesięciu godzin bez przerwy, w wypełnionym po brzegi samolocie pełnym wesołych, jadących na wakacje rodaków (i jeszcze dodatkowej godziny na płycie lotniska bez klimatyzacji, z powodu awarii silnika). Nie zabraliśmy go także w obawie przed malarią. A nawet jeśli komarów nie ma zbyt wielu, to chronienie maluszka przed palącym afrykańskim słońcem kazałoby nam cały dzień siedzieć w cieniu palmy. A przecież przyjechaliśmy tu intensywnie poznawać kraj.

do Afryki z dzieckiem, plaża w Gambii.
Plaża w Gambii.

Wiem, że wyjazd do Czarnej Afryki z kilkumiesięcznym dzieckiem byłby dla nas za dużym wyzwaniem – zwłaszcza, że jechaliśmy do pracy. Ale patrzyłam z zazdrością na Gambijki noszące w kolorowych chustach dzieci, z rozczuleniem spoglądałam na niemiłosiernie brudne maluchy tłoczące się wokół turystów w nadziei na cukierka. Na place zabaw dla dzieci, z których rozlega się wrzawa i śmiechy. Choć Chruczek był przecież za mały, żeby korzystać z takich atrakcji, szkoda mi było, że go z nami nie ma. Bo nie zobaczy oceanu, nie poczuje ciepła, nie pogłaszcze małą rączką krokodyla… Rozsądek podpowiada, że Afryka to za jakieś dwa-trzy lata. Jednak serce mówi co innego. Że już nigdy nie powinniśmy podróżować inaczej, niż tylko razem.

Najgorzej było kiedy poszliśmy na Albert’s Market w Bandżul. Stragany pełne owoców: mango, obieranych na miejscu pomarańczy i kokosów, świeżych ryb, dopiero co porąbanego mięsa nad którym latają roje much. Obok bogactwo miejscowego rękodzieła, stosy kasz, ryżu, orzechów coli, dorodnej kasawy. Tuż obok stanowiska krawców, szyjących pomiędzy straganami na sfatygowanych Singerach. Obok rzeźbiarze opiłowujący dłutem długoszyje żyrafy i afrykańskie maski. A w tym wszystkim toczy się zwyczajne życie, i biegają malutkie, niemiłosiernie brudne dzieci, których rodzice pracują na targu. Nieco ponad roczną Munę (na zdjęciu z tatą, który ma stragan na bazarze) wypatrzyliśmy bawiącą się patykiem w rynsztoku, bo miała na sobie strój tygryska, bardzo podobny do tego, jaki babcia Ala kupiła naszemu Chruczusiowi. A kiedy zobaczyliśmy brudny, podarty kojec wokół którego tańczyły roje much, złapaliśmy się za głowę. Chyba jednak dobrze, że mały został w domu.

do Afryki z dzieckiem – to co tam zobaczysz nie zawsze jest łatwe.
To, co zobaczysz w Czarnej Afryce nie zawsze jest łatwe.

Ale następnego dnia na śniadaniu podeszliśmy do pary młodych Szwedów, którzy przyjechali do Afryki z dzieckiem. A właściwie z trójką małych dzieci. Ich najmłodsza córka miała zaledwie roczek.
– Nie boicie się, że zachoruje? – zapytałam wskazując na małą objadającą się słodką papają.
Popatrzyli na mnie ze zdziwieniem.
– Gambia to bezpieczny kraj. A nasz synek był jeszcze młodszy, gdy pojechaliśmy do Tajlandii. I też dał sobie radę.
– A malaria? Słońce? Szczepienia?
– Malaria? – popatrzyli po sobie zdziwieni. – Przecież jest pora sucha! Mała szansa na komary. Szczepienia na żółtą febrę zrobiliśmy.
– Nie dajecie dzieciom Malarone?
– No wiesz… Skutki uboczne mogą być gorsze od choroby. Nie będziemy siebie, ani naszych dzieci faszerować jakimiś prochami. Dbamy o zdrowie…
No tak… Co kraj, to obyczaj.

A jednak zazdroszczę im, że są tu całą rodziną. To prawda, że jeśli chodzi o podróże z dzieckiem, ograniczenia są w naszej głowie.

Related Articles

6 komentarzy

Maciek Moszyński 11 marca 2014 - 20:28

zostawic w domu i tęsknić. Niech od Was odpocznie trochę bo fioła dostanie 🙂

Reply
Joanna Pinkwart 11 marca 2014 - 20:57

Chruczus daje sobie radę. Przypominam,ze zaraz znowu z nim jedziecie.

Reply
A 12 marca 2014 - 10:38

Pojedziecie z nim raz jeszcze – przynajmniej będziecie wiedzieli Gdzie? Co? i Jak?

Reply
Ale mamo 17 marca 2014 - 21:59

Podróżowałam tak wiele razy i polecam. Człowiek się zresetuje, oderwie, wraca normalniejszy.Dziecko z babcią czy kimś innym z rodziny przeżyło 🙂

Reply
Magdalena Micuła 18 marca 2014 - 20:59

Dzień po powrocie z Gambii ruszyliśmy z Chruczem do Gruzji. Lekko nie jest, ale cieszę się, że jest z nami. Ja jednak wolę podróże w komplecie. Wtedy doznania są pełniejsze 🙂

Reply
Kasia Myszkowska 19 czerwca 2015 - 12:26

Pozdrawiam i zapraszam do mnie 🙂

Reply

Leave a Comment